Anna Faszczowa: Po co w ogóle być muzykiem…

Opublikowano przez : 20 Lis 2014 w Artykuły | 0 komentarzy

Szanowny Panie Pawle,

Proszę wybaczyć śmiałość, ale muszę Panu powiedzieć, że słuchając Pana kompozycji, zostaję wciągnięta w sam środek światłości, przepełnia mnie radość, ale też przeogromna tęsknota, przez kręgosłup przepływa gorący płomień na przemian z drżeniem lodu. Ciało mocno reaguje na pragnienie duszy, uczestniczę w przepięknej modlitwie uwielbienia, które na ziemi wciąż niedoskonałe, w tej muzyce odnajduje obietnicę spełnienia w Niebie. Jest to muzyka, której całe życie pragnęłam, nosiłam w sercu, w głowie, ale sama nie umiem jej napisać. Tak pewnie odczuwają właśnie słuchacze i wykonawcy pańskich kompozycji. Chwała Bogu, że Pana stworzył, obdarzył talentem i Pan na ten dar odpowiedział tak cudownie! Mogłabym pisać jeszcze wiele słów, ale Pan rozumie, że po prostu chcę podziękować i prosić, by Pan nigdy nie ustawał w swej pracy.

Piszę, by Pan wiedział, że Pana utwory wykonują nie tylko wielkie i wspaniałe, doświadczone chóry, śmią po nie sięgać także te malutkie. Czynimy to z miłością, wdzięcznością i modlitwą, co nie przeszkadza nam zachwycać się czystym pięknem kompozycji i chwalić Boga za przezacnego Kompozytora. Z wykształcenia jestem dogmatykiem, to pomaga rozumieć, jak ważna jest muzyka, że przez nią treść dociera do człowieka. Pana kompozycje to nie samo dotarcie treści do uszu, czy do świadomości, ale to wepchnięcie słuchacza w sens słów i eksplozja radości z ich poznania, i uczucie tęsknoty za ich realnym spełnieniem, tzn. realizowaniem ich w życiu. Chcę się w tym trwać bez końca, choć przecież wiadomo, że kończyć utwór trzeba. Ale pozostaje ten ogień, który przypomina, że to była niepojęta zapowiedź rzeczy jeszcze większych! I Pan to rozumie, i Pan to czyni, spisuje ów ogień i tęsknotę, stają się modlitwą i wezwaniem, wołaniem.

Anna Faszczowa

close
Facebook IconYouTube IconTwitter IconOdwiedź mój blogOdwiedź mój blog